sobota, 12 listopada 2016

Moje polecani - "Bielszy odcień śmierci"

Dziś po raz pierwszy recenzja kryminału/ thrillera. "Bielszy odcień śmierci" to błyskotliwy debiut Francuza, Bernarda Miniera sprzed dwóch lat. Główny bohater, komisarz Servaz pojawia się jeszcze w dwóch powieściach - nieco słabszym od debiutu "Kręgu" oraz w "Nie gaś światła". Warto poznać cały cykl!

Biel – barwa o wielu znaczeniach



Barwa biała, najjaśniejsza ze wszystkich, ma bogatą symbolikę. Biel to niewinność, czystość intencji, boskość i światło (słowem – jasna strona mocy), a ponadto odnowa, aseptyczność, ale także kapitulacja oraz starość. W wielu kulturach kolor ten kojarzony jest znacznie gorzej – z nieurodzajem, a przede wszystkim ze śmiercią i żałobą. W debiucie powieściowym Bernarda Miniera biały odgrywa bardzo ważną rolę, gdyż francuski pisarz osadził akcję thrillera Bielszy odcień śmierci w oczekujących na nadejście zimy – a tym samym na napływ turystów – ośnieżonych, malowniczych Pirenejach. Jest i biel medyczna, tyle tylko, że istotny dla fabuły szpital ma charakter niezwykle specyficzny – to Instytut Wargniera, silnie strzeżony ośrodek psychiatryczny. Ze względu na pacjentów przetrzymywanych w wydzielonym sektorze, morderców z najcięższymi psychozami, Instytut stanowi ewenement na skalę europejską. 

W powieści mieszczącej się w charakterystycznej konwencji nie może obejść się bez morderstw. Pierwsze zwłoki nie należą jednak do człowieka, lecz do yearlinga – jednorocznego konia czystej krwi, własności i oczka w głowie wpływowego krezusa – Érica Lombarda. Na wysokości dwóch tysięcy metrów nad poziomem morza funkcjonuje należąca do niego, wiekowa elektrownia wodna. Ktoś zadał sobie trud przetransportowania zabitego lub uśpionego zwierzęcia ze stadniny aż tu, by okaleczyć je w wymyślny sposób i zawiesić na końcowej stacji kolejki górskiej. Ostrzeżenie czy zemsta na jednym z najważniejszych potentatów finansowych we Francji?
Do akcji wkracza Martin Servaz, komendant z Tuluzy. Wezwany przez prokurator z Saint-Martin, zjawia się na miejscu, nie wiedząc, że będzie miał do czynienia z tak nietypową zbrodnią. Fakt, że z powodu jednego konia żandarmeria blokuje drogi w całej okolicy, a jego odciągnięto od prowadzonej sprawy Servaz kwituje mianem "cyrku". Komendant bierze się jednak do pracy, w towarzystwie młodszej i ponętnej kapitan żandarmerii, panny Ziegler. Szybko nasuwa się wniosek, iż ktokolwiek uśmiercił wspaniałego wierzchowca i dokonał pachnącej obłędem, makabrycznej inscenizacji, bez wątpienia nie zawaha się przed zabiciem człowieka. Podczas przesłuchania strażnicy z elektrowni ewidentnie kłamią, ale naprawdę ciekawie robi się dopiero w momencie, gdy wyniki badań DNA wskazują na obecność w górskim wagoniku osoby, której w ogóle być tam nie powinno. Pobrana próbka śliny należy bowiem do Juliusa Hirtmanna – najgroźniejszego z przestępców zamkniętych w Instytucie Wargniera. A to dopiero przedsmak tego, co czeka na nas na kartach powieści – niebawem dojdzie bowiem do zabójstw, których ofiarami będą ludzie. 

Drugi duży wątek wprawdzie zajmuje w książce mniej miejsca, ale odgrywa istotną rolę w rozwikłaniu sprawy i odkryciu prawdy. Dotyczy on psycholog Diane Berg, która właśnie przybyła do ośrodka psychiatrycznego i która z czasem odkrywa jego tajemnice. Dyrektor przyjmuje Berg cokolwiek chłodno, podważając jej gotowość do pracy w miejscu, gdzie personel ma na co dzień do czynienia z najniebezpieczniejszymi "przypadkami", potworami w ludzkiej skórze. Oszołomienie u kobiety wywołuje wiadomość, że wobec siedmiu psychopatów z sektora A stosuje się karę w postaci elektrowstrząsów, aplikowanych bez jakiegokolwiek znieczulenia. Czyż fabuła nie zapowiada się ekscytująco?

Protagonista wykazuje pewne podobieństwa do "wczesnego" Kurta Wallandera – panowie są w podobnym wieku, kojarzonym zazwyczaj z życiowym kryzysem u mężczyzn, od obu odeszły żony, a córki już dawno przestały być dziećmi. Martin to zwykły facet, bojący się wysokości, nadmiernej prędkości i tłumów. Kiepsko strzela i choć brak mu sprawności lekkoatlety czy umysłu Sherlocka Holmesa, jest solidnym gliną. Takim czyni go upór, poświęcenie oraz fakt, że ma zawodowego "nosa". Komendant znajduje upodobanie w wygłaszaniu łacińskich sentencji, przy czym na tym polu nie mógłby konkurować z Mockiem czy Popielskim. Najważniejsze, że pisarz wystarczająco dobrze przedstawia bohatera, co jakiś czas podsuwając informacje o jego życiu prywatnym.

Francuz nie ma też problemu z nadaniem charakteru innym postaciom – niemożliwym jest pomylenie policjantów, czy jakichkolwiek innych osób (a jest ich sporo). Pomiędzy współpracownikami Servaza widać kontrast – jest tu hipochondryczny gej-komputerowiec Vincent, przebojowa ex-anarchistka Ziegler i typowi gliniarze-mięśniacy. Wzbudzający największe emocje Julius Hirtmann, przywodzący na myśl bogatą galerię literackich i filmowych psychopatów, to osobnik imponujący posturą, diablo inteligentny i elokwentny, ale – w odróżnieniu do podobnych sobie indywiduów – nadzwyczaj opanowany, z przeszłością genewskiego prokuratora. Jak długo nieobliczalny drapieżca, któremu udowodniono tylko dwa spośród kilkudziesięciu zarzucanych morderstw, jest w stanie wytrzymać w zamknięciu?

Należy zaznaczyć, że Bielszy odcień śmierci nie ma formy krótkiego, "błyskawicznego" kryminału, tylko bardziej rozbudowaną, a trup nie pada tu co kilkadziesiąt stron. I wcale nie musi, bo Minier znakomicie zagospodarował całą objętość – bez rozwadniania i dłużyzn, przy utrzymaniu wysokiego poziomu napięcia oraz zaintrygowania czytającego. Żaden, nawet najdrobniejszy wątek nie sprawia wrażenia zbędnego. Francuz posiada wyczucie optymalnego momentu do wyłożenia i odsłonięcia kolejnych kart – tak właśnie czyni, wprowadzając na przykład informację o fali samobójstw nastolatków sprzed kilkunastu lat. Niejednokrotnie zasiewa w czytelniku wątpliwości, ale, doprawdy, w taki sposób chciałby być zwodzony każdy, kto sięga po kryminał czy thriller. Bielszy odcień śmierci to z pomyślunkiem skomponowane przeciwieństwo lektur o "nadmuchanych" rozmiarach.

Przez cały czas pamiętamy również, gdzie Minier umiejscowił akcję. Pireneje w grudniu – z wszechobecną bielą, wyciągami i kolejkami – są urzekające, ale w śniegowo-lodowym oceanie kryje się także zimno, strach i czyste szaleństwo. Za konsekwentnie budowany klimat autorowi należą się wielkie brawa. Świetnym motywem jest też cała wizyta policji w Instytucie, na którą składa się obserwacja surrealistycznego i upokarzającego badania reakcji seksualnych u pacjenta, pobieżna (niestety) prezentacja niektórych morderców oraz rozmowa Servaza z Juliusem.

Jeśli ktoś teraz powie, że gatunki reprezentowane przez powieść Miniera to nie Himalaje, ani nawet Pireneje literatury, będzie miał sporo racji. Jednakże co jakiś czas pojawiają się autorzy, którzy nie tylko w pełni korzystają z – wydawałoby się – utartej już konwencji, ale wnoszą do niej nową jakość. Tak właśnie jest w przypadku Bielszego odcienia śmierci – książki niesamowicie wciągającej, na którą nie powinno się żałować ani pieniędzy, ani czasu.

J.Rusak

niedziela, 30 października 2016

Anioły są wśród nas!!!


Klub Repton zaprasza wszystkich uczniów i nauczycieli na "Pokaz mody aniołów", który odbędzie się w środę na długiej przerwie na patio, 2 listopada 2016roku.

Z klasy należy wybrać minimum 2 osoby, które przebiorą się anioły(te święte), pozostała część klasy proszona jest o kibicowanie swoim faworytom. Głośność oklasków będzie sprawdzana przez 3 sędziów. Wygrywają te osoby, których klasa najgłośniej będzie wiwatować.

Anna Kaleta
Jarosław Rusak


środa, 26 października 2016

Zapowiedź konkursu.


Witam wszystkich, którzy odwiedzają tę stronę, w szczególności klubowiczów. Informuję, że już w listopadzie przeprowadzimy konkurs - a właściwie dwa konkursy w jednym - dla uczniów ZS1, związany z kolejną fantastyczną galerią. Do wygrania będą książki, oczywiście fantastyczne - jedna z nich pochodzi z mojego zbioru. Uchylę rąbka tajemnicy - w przyszłym miesiącu tematem galerii będą... roboty. 



Priorytetem Reptona na ten rok kalendarzowy jest dokończenie i opublikowanie naszego opowiadania. W związku z tym zachęcam do wzmożonej aktywności osoby, które wcześniej były zaangażowane w jego pisanie. Korekta dotychczas napisanych fragmentów jest już zrobiona. Jeszcze trochę wysiłku, kilka wstawek no i zakończenie... Oby wena nie opuściła Was na finiszu!

Jak zawsze możecie podsyłać mi pomysły tematów na galerie - przejrzyjcie jakie ukazały się do tej pory. Chciałbym też, aby każdy reptonowiec opisał na stronie wybranego przez siebie (ulubionego) pisarza gatunkowego. Pozdrawiam!


J.Rusak

środa, 19 października 2016

Moje polecanki - "Skald. Karmiciel kruków."


Poniżej moja pierwsza recenzja w tym roku szkolnym, spłodzona trzy lata temu i publikowana na portalu POLTERGEIST. Powieść nie tylko dla wielbicieli klimatów skandynawskich i wikingów. Zapraszam do czytania! Kontynuację przygód Ainara znajdziecie w dwóch tomach zatytułowanych Skald. Kowal słów.

Rzeźnik i poeta w jednym


Kim byli wikingowie? Wiadomo: żeglarzami podejmującymi dalekie wyprawy morskie, bezwzględnymi wojownikami i rabusiami siejącymi postrach w czasach wczesnego średniowiecza. W książce Łukasza Malinowskiego Skald. Karmiciel kruków głównym bohaterem jest właśnie wiking z Östlandu. I choć nie wypływa on na pokładzie drakkara, by daleko od domu zabijać, grabić, gwałcić i palić, to z pewnością posiada cechy, których nie powstydziliby się bogowie skandynawskiego panteonu. Panie i Panowie: poznajcie Ainara – utalentowanego pieśniarza i zabójczo skutecznego rębajłę.


W dwóch opowiadaniach i krótkiej powieści (teksty układają się w całość, więc pozycję równie dobrze można uznać za powieść) stopniowo poznajemy X-wieczną Skandynawię i tytułowego skalda. To właśnie od niego wypada rozpocząć recenzję, albowiem rzadko w debiutach zdarzają się aż tak starannie wykreowani protagoniści. Ainar to poeta jakich mało, gardzący fizyczną pracą zuchwalec, kłamca i pochlebca, pierwszorzędny uwodziciel i kochanek, a nade wszystko – dreng biegle operujący bronią. Właściwie czytając soczyste i krwiste niczym befsztyk po angielsku opisy walki niekiedy do głowy przychodzi słowo "rzeźnik". Stąd też przydomek "karmiciel kruków" – gdyby tylko czarne ptaszyska potrafiły mówić, z pewnością niejednokrotnie podziękowałyby skaldowi za sowity posiłek. Jeśli myślicie teraz, że oto mamy do czynienia z wikińskim odpowiednikiem Conana, Kane’a lub podobnym herosem, to srodze się mylicie. Ainar, choć twardy i odważny, zna swoje możliwości i nie rzuca się bezmyślnie na hordy przeciwników, a w wielu sytuacjach posługuje się sprytem i intelektem równie dobrze jak swoim mieczem, Kvernbitem.

Za garść srebrnych monet otwiera scenka, w której na placu osady, w miejscu gdzie jeszcze niedawno stała rzeźba boga Magniego*, kristiański (chrześcijański) munkr rozpoczyna nauczanie o grzechach głównych. A te nie są obce naszemu pogańskiemu bohaterowi – wiking grzeszy pychą, pijaństwem, rozpustą, lenistwem, gniewem i chciwością. Intryguje tak sprawnie, że doprowadza do konfliktu między lokalnymi władcami; wykorzystując ich słabości sięga po ukryty skarb. Droga ku niemu wiedzie przez zdradę, krew i trupy. Już na pierwszych stronach opowiadania pojawia się coś, co odpowiednio buduje klimat opowieści snutej przez Malinowskiego. Otóż autor (nota bene historyk dobrze wiedzący o czym pisze) używa niemałej ilości wyrazów staroskandynawskich i tak jest do końca książki. I chociaż znacznie więcej informacji o realiach wczesnośredniowiecznego życia znajdziemy w ostatnim, najobszerniejszym tekście, to Za garść srebrnych monet stanowi dobre wprowadzenie do interesującego świata. Dodam tylko, że jedyny akcent fantastyczny znajdziemy dopiero na samym końcu opowiadania.

Element fantastyczny stanowi natomiast podstawę Pieśni trupa – opowieści o miłości, zdradzie i zemście, śmierci i tęsknocie. Ainar po ucieczce z rodzinnych stron przebywa na Lodowej Wyspie (Islandia), gdzie szybko trafia się majętny zleceniodawca. W osiedlu Ospakstadir w tajemniczych okolicznościach giną ludzie oraz zwierzęta. Mówi się, że to sprawka drauga – żywego trupa, którego lękają się wszyscy. Jak poradzi sobie z nim dzielny skald? W Pieśni trupa zasygnalizowane zostało istnienie seidmadów – czarowników posługujących się magią płodności i śmierci oraz silna wiara mieszkańców Wyspy w istoty takie jak trolle, karły czy alfy. Można się domyślać, że najwyraźniej wszystkie one, tak jak draug, rzeczywiście istnieją.

Autor w pełni rozwija skrzydła w Wielości i Jedności. Tym razem Ainar gości w irlandzkim klasztorze, gdzie dochodzi do serii morderstw, których ofiarami padają mnisi. Tutejszy opat prosi wikinga o pomoc w rozwiązaniu krwawej zagadki. Brzmi znajomo? To dobrze, bo w Wielości i Jedności od pierwszych stron czuć inspirację słynną powieścią Umberto Eco. Malinowski w kapitalny sposób pokazuje kontrast pomiędzy mentalnością poganina-wojownika, a mentalnością chrześcijańską. Bohater przekomarza się z opatem, drwi z przekazywanych mu mądrości, nie rozumie, co jest złego w pokusach. Irytują go sami paparzy – tchórzliwi, pokorni, żyjący i robiący wszystko na rozkaz; nawet mierzenie czasu przez mnichów wydaje mu się dość dziwną praktyką. Nie raz dochodzi do zabawnych scenek, na przykład gdy skald dosłownie interpretuje słowa "kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamieniem" – skutek można sobie wyobrazić. Łatwo też zgadnąć, że stosowane przez niego metody "śledcze" są znacznie mniej subtelne od metod Wilhelma z Imienia róży.

W tej krótkiej powieści poznajemy Ainara jeszcze lepiej i przekonujemy się jak niejednoznaczną postać wykreował autor. Nie tylko to powoduje, że nad Wielością wypada pochylić się na dłużej. Malinowski nie tylko nieźle prowadzi intrygę, ale – jak przystało na doktora historii – przybliża czytelnikowi klasztorne życie, obyczaje, średniowieczną architekturę oraz skandynawską mitologię. Ponadto wprowadza ciekawą drugoplanową postać Finloga – zakonnika coraz bardziej rozdartego pomiędzy powołaniem a młodzieńczymi potrzebami i marzeniami (świetna scenka kiedy Finlog walczy z libido przez wejście do lodowato zimnego jeziora). Wielość to, również z racji rozmiarów, tekst zdecydowanie najpełniejszy, najbardziej dopracowany. I jeszcze ostatnia uwaga: również tutaj autor dorzucił kilka szczypt fantastyki.

Dlaczego warto przeczytać Skalda? Po pierwsze: dla głównego bohatera, po drugie: z powodu wiedzy historycznej autora i po trzecie wreszcie: aby zobaczyć, jak kolejny polski pisarz sprawnie łączy powieść historyczną z fantasy. Debiut bardzo dobrze wróżący na przyszłość!


* W Skaldzie nie znajdziemy wzmianki o Odynie, Thorze czy Frei. Autor na końcu książki przedstawia swoją wizję religii i mitów dawnej Skandynawii.

J.Rusak

poniedziałek, 17 października 2016

Fantastyczna galeria - czarne charaktery


Witam wszystkich reptonowców w nowym roku szkolnym! Na rozgrzewkę - kolejna galeria tematyczna. Tym razem na warsztacie najciekawsze i najbardziej znane czarne charaktery z książek i filmów fantastycznych. Oczywiście w takim zestawieniu nie mogło zabraknąć Dartha Vadera, Saurona i Lorda Voldemorta. Rozpoznajecie wszystkich? Który Waszym zdaniem zasługuje na tytuł "Najczarniejszego z Czarnych"? Piszcie...

J. Rusak













sobota, 11 czerwca 2016

Wyniki ankiety



  W ankiecie dotyczącej filmów z serii "Gwiezdne wojny" wzięło udział 81 osób. Wśród nich byli uczniowie klas: I a, I b, I d, I e, II a, II b, III a, I TG oraz nauczyciele. 
  Żadnej części Star Wars nie widziało 22 uczestników ankiety, a 30 osób udzieliło odpowiedzi tylko na trzy pierwsze pytania. Części najstarsze (czyli chronologicznie IV-VI) oglądało 28, części nowsze 19, a "Przebudzenie mocy" (polska premiera odbyła się 18 grudnia 2015 roku) - 20 osób. Znajomością wszystkich filmów z serii może pochwalić się 7 ankietowanych. 
  Co najbardziej podoba Wam się W "Gwiezdnych Wojnach"? Po pierwsze: fabuła/akcja oraz efekty specjalne - po 9 odpowiedzi, po drugie: wykreowane postacie - 6 odpowiedzi, po trzecie: muzyka/efekty dźwiękowe oraz bronie, którymi posługują się bohaterowie (z naciskiem na miecze świetlne) - po 3 odpowiedzi. Niektórzy (po 2 głosy) wskazywali na kostiumy, grę aktorską, pojazdy, a także na motywy związane z rycerzami Jedi. Pojedyncze odpowiedzi dotyczyły wyglądu ras, robotów, klimatu filmów i... stworzonego przez Lucasa bogatego uniwersum.
  A teraz uwaga! Kto wygrywa w kategorii "najlepsza postać"? Otóż numerem jeden okazał się... Luke Skywalker, co chyba nie jest specjalnym zaskoczeniem. Zaraz za nim uplasował się Yoda - widać, że nie trzeba być dużym i groźnym, aby imponować widzom. Trzecie miejsce należy do Anakina Skywalkera/ Lorda Vadera, czyli jednego z najciekawszych czarnych charakterów w historii kina (nie tylko fantastycznego). Z bohaterów "Przebudzenia mocy" najbardziej podobał się Wam wnuk wyżej wymienionego - Kylo Ren, jedna osoba wskazała na zbuntowanego szturmowca, czyli Finna. Do ulubionych postaci ankietowanych należą także: Han Solo, Obi-Wan Kenobi i Chewbacca.




  
  Wśród ankietowych pytań sześć wymagało wykazania się wiedzą o świecie Star Wars (pytania numer 7, 8 oraz 10-13). 
Wyniki przedstawiają się następująco:

- 6 poprawnych odpowiedzi - 0 osób,
- 5 poprawnych odpowiedzi - 3 osoby,
- 4 poprawne odpowiedzi - 2 osoby,
- 3 poprawne odpowiedzi - 11 osób,
- 2 poprawne odpowiedzi - 12 osób,
- 1 poprawna odpowiedź - 13 osób,
- 0 poprawnych odpowiedzi - 10 osób.

  Tych, którzy nie wzięli udziału w naszej ankiecie zachęcamy do zerknięcia na nią (zdjęcie powyżej) i sprawdzenia swej wiedzy - odpowiedzi łatwo zweryfikować za pomocą internetu, co może być niezłą zabawą. Ile punktów zdobyliście? W komentarzach wpisujcie co Wy najbardziej lubicie w Gwiezdnych wojnach i jakie postacie podobają się Wam najbardziej.
  Do zobaczenia w przyszłym roku szkolnym!
  
J.Rusak

czwartek, 9 czerwca 2016

Ankieta

  Członkowie klubu Repton w środę, 8.06.2016, przeprowadzali ankietę dotyczącą serii filmów science fantasty. Przypadło na znane od dawna Gwiezdne wojny. Wśród nas są osoby pamiętające i oglądające wszystkie części, a  ta ostatnia ("Przebudzenie mocy"), była ciekawym powrotem do przeszłości. 
 Ankieta została przeprowadzona wśród uczniów klas gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych, dołączyli do niej również nauczyciele. Wszystkim bardzo dziękujemy, a wyniki przedstawimy już niedługo.

Leona

Znalezione obrazy dla zapytania przebudzenie mocy